Gmina solidarna z wykluczonymi

W Polsce pokutuje opinia, że państwo i jednostki samorządu terytorialnego nie są w stanie prowadzić aktywnej polityki na rzecz tworzenia miejsc pracy. Przykład gminy Czarnków w województwie wielkopolskim zadaje kłam tej teorii. Dzięki inicjatywom wójta Bolesława Chwarścianka wielu bezrobotnych z tego regionu znalazło pracę w tworzonych przez gminę podmiotach ekonomii społecznej.

Mogło by się wydawać, że Czarnków to gmina jakich w Polsce wiele. Niepozorne miejsce ze skromnym rynkiem pracy, który nie jest w stanie zapewnić wystarczającej liczby etatów mieszkańcom. Nic bardziej mylnego. Czarnków od innych gmin w Polsce odróżnia to, że lokalna władza przejmuje się problemami zwykłych obywateli i stara się znajdować recepty na walkę z wykluczeniem społecznym. Tą receptą stała się miedzy innymi ekonomia społeczna, choć miejscowi urzędnicy z wójtem na czele bardziej preferują określenie „ekonomia solidarna”. – Chodzi o taki sposób prowadzenia polityki, który jest solidarny z ludźmi oraz społeczeństwem – wyjaśnia Bolesław Chwarścianek.

Integracja i klauzule

Kluczowym momentem, a zarazem zaczątkiem zmian było założenie w 2009 r. Partnerstwa Ekonomii Społecznej Ziemi Czarnkowskiej, obejmującego wspólne działania wójta, starostwa powiatowego, Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej oraz wielu innych instytucji i stowarzyszeń. Powstał także pierwszy w Czarnkowie podmiot ekonomii społecznej – Centrum Integracji Społecznej i Praktyk Kulturalnych, którego celem jest pomaganie osobom długotrwale bezrobotnym. – Niestety, pracodawcy niechętnie decydują się na zatrudnianie tego typu osób. To nas zmotywowało do stworzenia Centrum – tłumaczy wójt. Czym dokładnie zajmuje się ta instytucja? Miedzy innymi umożliwianiem osobom bez pracy podnoszenia kwalifikacji poprzez uczestnictwo w kursach zawodowych i warsztatach, a także korzystaniem z porad doradcy zawodowego. Wyjątkowo istotna jest również funkcja integracyjna placówki. W CIS-ie bezrobotni mogą się spotykać, integrować oraz wzajemnie wspierać. Nikt nie zostaje ze swoimi problemami sam. Do CIS-u można należeć przez rok. Przez ten czas podopieczni mają prawo do pobierania świadczeń integracyjnych. Najważniejsze jest jednak to, że instytucja pomogła wielu osobom, które dzięki wsparciu po pewnym czasie znalazły zatrudnienie.

Gmina słynie także z wykorzystywania tzw. klauzul społecznych. „W Polsce terminu klauzule społeczne używa się najczęściej w odniesieniu do zapisów umożliwiających osiąganie przez zamawiającego celów zatrudnieniowych. W szczególności dotyczy to wprowadzonych w 2009 r. przepisów, pozwalających zamawiającemu ograniczyć krąg wykonawców do podmiotów zatrudniających osoby niepełnosprawne lub wykluczone z rynku pracy” – czytamy na stronie klauzulespoleczne.pl. Niestety, tylko nieliczne samorządy korzystają z tej możliwości. Jak podaje Konrad Malec w artykule „Klauzule społeczne – mieć ciastko i zjeść je zarazem” na portalu ekonomiaspoleczna.pl, cztery lata po ich wprowadzeniu, zaledwie 0,23% wszystkich zamówień zawierało klauzule społeczne, w minionym roku było to zaledwie 0,13%, a w trzech pierwszych miesiącach tego roku 0,14%. W Czarnkowie jest jednak inaczej. Klauzule społeczne są stosowane głównie przy przetargach na drobne usługi. – Klauzule są bardzo dobrym instrumentem do walki z bezrobociem w regionach szczególnie nim zagrożonych – ocenia Chwarścianek. Z klauzul korzystają miedzy innymi lokalne spółdzielnie socjalne. Dzięki klauzulom kilka przetargów wygrała Spółdzielnia Socjalna „Słoneczko”. – Bez klauzul nie byłoby to możliwe – twierdzi mój rozmówca. W przetargach często zwycięża również Centrum Integracji Społecznej, które później zleca prace swoim podopiecznym.

Czarnków spółdzielniami stoi

Podstawowym instrumentem polityki wspierania wykluczonych w Czarnkowie jest promocja spółdzielczości. Z inicjatywy wójta Chwarścianka oraz urzędników powstało już kilka spółdzielni socjalnych, zapewniających stałą pracę wielu osobom. W 2010 r. powołano do życia Spółdzielnię Socjalna „Słoneczko”, zajmującą się sprzątaniem mieszkań oraz świadczeniem usług opiekuńczych. Spółdzielnia istnieje do tej pory i niedawno obchodziła 5-lecie działalności. Z kolei 3 lata temu w Paliszewie powstała Spółdzielnia Socjalna „Jodełka”. Do jej zadań należały miedzy innymi prace leśne, pielęgnacja zieleni oraz usługi porządkowe. Kolejnym podmiotem ekonomii społecznej z Czarnkowa jest Spółdzielnia Socjalna „Równe Szanse”. Jej założycielami są Gmina Czarnków i Stowarzyszenie na rzecz Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie „Empatia”. Pracownicy „Równych Szans” trudnią się produkcją ceramiki i współpracują z jedną z firm z tej branży.

Wspomniane spółdzielnie łączy to, że gmina Czarnków przyczyniła się nie tylko do ich powołania, ale również wspierała ich rozwój na wielu etapach działalności. „Jodełka” i „Słoneczko” otrzymały dotacje z Powiatowego Urzędu Pracy, a ich personel uczestniczył w organizowanych przez gminę warsztatach dotyczących sprawnego zarządzania przedsiębiorstwem społecznym. Ponadto gmina porozumiała się z Nadleśnictwem Sarbia, które gwarantowało „Jodełce” stałe zlecenia. Z kolei Spółdzielnia Socjalna „Równe Szanse” decyzją wójta otrzymała bezpłatnie od Gminy Czarnków pomieszczenie do prowadzenia działalności produkcyjnej i usługowej. W budynku znajdują się również biura oraz miejsce do integracji pracowników. Wydatki związane z remontem zostały pokryte przez gminę. – Wiedzieliśmy, że musimy im pomóc, bo sami mogą sobie nie poradzić w początkowym okresie istnienia – przekonuje Chwarścianek. Jednocześnie wójt dodaje, że pomoc ta nie ma charakteru tymczasowego i jest kontynuowana w późniejszych fazach działalności. – W ramach Partnerstwa Ekonomii Społecznej cały czas sprawujemy opiekę nad spółdzielniami. Staramy się łagodzić konflikty, które czasem występują pomiędzy pracownikami. Obecnie pomagamy przede wszystkim Spółdzielni „Równe Szanse” poprzez poszukiwanie rynków zbytu, a także wspieranie przy poprawie infrastruktury potrzebnej do produkcji – wymienia mój rozmówca.

Wójt przyznaje jednak, że nie wszystkie spółdzielnie przetrwały próbę czasu. „Słoneczko” i „Równe Szanse” radzą sobie bardzo dobrze, ale „Jodełka” już niestety nie istnieje. – Bezpośrednią przyczyną zawieszenia działalności były w tym przypadku narastające konflikty, brak zaufania do siebie, brak poczucia podmiotowości oraz słaba wydajność, związana z długoletnim brakiem stałego zatrudnienia członków spółdzielni. Podejmowane przez nas procesy naprawcze i szkolenia nie zmieniły sytuacji. Ponadto w ramach Partnerstwa, które funkcjonowało na terenie Czarnkowa, w sąsiednich gminach powstały jeszcze dwie spółdzielnie, ale i one musiały zakończyć działalność. Dotyczy to miedzy innymi spółdzielni prowadzącej Klub Malucha, która na skutek zmian w prawie była zobowiązana do przekształcenia klubu w żłobek lub przedszkole, ale przekraczało to jej możliwości. Chwarścianek twierdzi jednak, że doświadczenie zdobyte w pracy w spółdzielniach przyniosło spore korzyści tym, którzy się na ten krok zdecydowali. – W tych wszystkich przypadkach, gdzie nastąpiło zakończenie działalności, pozytywne jest to, że potem niemal wszystkie osoby znalazły pracę, choć wcześniej były długotrwale bezrobotne. Nie powiódł się więc eksperyment z własną firmą, ale obudziło się w tych osobach poczucie własnej wartości. Nauczyli się oni aktywności, zaradności i pewności siebie. Poczuli się dumni z tego, że mają pracę – przekonuje.

W partnerskiej komitywie

Co zatem o współpracy z gminą i swojej przygodzie z „ekonomią solidarną” myślą członkowie czarnkowskich spółdzielni socjalnych? – Na pewno mogliśmy liczyć na pomoc urzędników. Szczególnie widoczne to było podczas pierwszego roku działalności. Urzędnicy pomogli nam między innymi w załatwieniu wszelkich formalności przy założeniu spółdzielni. Ponadto GOPS i MOPS z Czarnkowa zlecają nam prace związane z usługami opiekuńczymi. Pozostałe zlecenia zdobywamy same, ale i tak wsparcie wymienionych przeze mnie instytucji samorządowych jest dla nas niezwykle cenne. Warto też zwrócić uwagę, że Urząd Pracy refunduje nam specjalistyczne kursy, dzięki którym podnosimy swoje kwalifikacje – opowiada Wanda Jessa, prezes Spółdzielni Socjalnej „Słoneczko”. Obecnie w spółdzielni pracuje 12 osób – dziewięć z nich ma umowy o pracę, a trzy umowy zlecenia. Moja rozmówczyni przekonuje, że w „Słoneczku” udało im się stworzyć przyjazną atmosferę. – Mamy zaufanie do siebie, bo wszystkie jesteśmy w naszym zespole traktowane tak samo. Jesteśmy tutaj na równych zasadach, obowiązki dzielimy po równo, nawet wynagrodzenie pobieramy na jednym poziomie. To nas wszystkie zespala.

Współpracę z gminą ocenia dobrze również Paulina Wojciechowska ze Spółdzielni Socjalnej „Równe Szanse”. – Gmina Czarnków nieustannie nas wspiera. Przychylność wójta Bolesława Chwarścianka jest bezcenna. Mając wiele pracy, zawsze pamięta o spółdzielni i znajduje dla niej potrzebny czas. Angażuje się w wiele spotkań, bierze też udział w wizytach studyjnych prowadzonych przez spółdzielnię. Bardzo dużym wsparciem było dla nas użyczenie lokalu w budynku dawnej szkoły w Gajewie, a także dofinansowanie remontu. Co prawda profil naszej działalności sprawia, że nie bierzemy udziału w przetargach, ale gmina bardzo często zleca „Równym Szansom” wykonanie gadżetów ceramicznych. To dla nas dodatkowe źródło zarobku.

„Równe Szanse” zatrudniają obecnie szesnaście osób, w tym cztery z orzeczeniem o niepełnosprawności w stopniu umiarkowanym i lekkim. Osoby niepełnosprawne pracują na produkcji, wiceprezes dogląda działalności produkcyjnej, natomiast członkowie zarządu, a także pracownicy i uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej Stowarzyszenia „Empatia”, wspomagają spółdzielnię marketingowo oraz zajmują się przygotowywaniem wyprodukowanej ceramiki do wysyłki. Za swój największy sukces uważają to, że udało im się stworzyć i rozwinąć podmiot zatrudniający niepełnosprawnych z Czarnkowa, a także pokazać innym, jaki potencjał zawodowy mają te osoby. – Jest to dla nas bardzo ważne. Niepełnosprawni z naszej gminy mają dość znikome szanse na znalezienie zatrudnienia na otwartym rynku – zauważa Paulina Wojciechowska.

Spółdzielnia oprócz produkcji i sprzedaży ceramiki dodatkowo świadczy usługi z zakresu pielęgnacji terenów zielonych, sprzątania pomieszczeń i rehabilitacji ruchowej. Członkowie spółdzielni nie zamierzają jednak na tym poprzestać i już teraz kreślą ambitne plany. – W budynku, który jest nam użyczany przez gminę, chcemy niedługo otworzyć „Dekoratornię Równych Szans”. Będzie to miejsce spotkań integracyjnych dla osób z lokalnych społeczności, szkół, stowarzyszeń oraz Warsztatów Terapii Zajęciowej. Będziemy tam organizowali zajęcia manualne z wykorzystaniem ceramiki i nie tylko – mówi z pełnym przekonaniem Paulina Wojciechowska.

Coś więcej niż ekonomia

Przez okres sześciu lat w Czarnkowie udało się dokonać rzeczy niezwykłych jak na polskie uwarunkowania. Powstała cała sieć instytucji, podmiotów i mechanizmów związanych z tworzeniem i wspieraniem ekonomii społecznej w skali lokalnej. Wójt Bolesław Chwarścianek przyznaje, że niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jaki potencjał drzemie w ekonomii społecznej. – Ekonomia społeczna jest pojęciem niezrozumiałym zarówno dla wielu radnych, jak i przedsiębiorców oraz włodarzy gmin. Trzeba mieć w sobie wiele determinacji, aby ludziom pewne oczywiste sprawy tłumaczyć. Trzeba także pracować nad wartościami będącymi podstawą ekonomii społecznej. Chodzi mi o wrażliwość, solidarność, przyjaźń czy wreszcie miłość do drugiego człowieka. Nie jest to jednak proste, bo w naszym społeczeństwie istnieje silna potrzeba wykluczania i stygmatyzowania według starego powiedzenia „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. Jakoś sobie jednak z tym radzimy – mówi. Po chwili dodaje, że ekonomia społeczna to nie tylko miejsca pracy. – Oczywiście bardzo ważne jest to, aby dawać ludziom pracę, ale w ekonomii społecznej w moim rozumieniu chodzi również o walkę z nietolerancją, uprzedzeniami, stereotypami i podziałami społecznymi. Ważną częścią tego wszystkiego są oczywiście spółdzielnie socjalne, klauzule społeczne i działalność instytucji, ale nie zapominajmy o tym, że ekonomia społeczna to również aktywna praca wolontariuszy, którzy nam pomagają, a także takie z pozoru prozaiczne rzeczy jak wigilia gminna dla ubogich.

Rozmawiając z wójtem, można odnieść wrażenie, że włożył wiele serca w rozwijanie inicjatyw mających na celu walkę z wykluczeniem społecznym i dlatego do swojej misji podchodzi bardzo emocjonalnie. – Po wielu latach pracy w samorządzie najwięcej radości przynoszą mi takie osoby jak na przykład pani Asia, która była w sytuacji tragicznej, borykała się ze skrajnym ubóstwem i miała na utrzymaniu czwórkę małych dzieci, a dzisiaj pracuje w spółdzielni, jest szczęśliwa i z dumą mówi, że już nie musi korzystać z pomocy opieki społecznej, tylko sama się utrzymuje . Zawsze podczas świąt składa mi życzenia, płacząc ze szczęścia. Przyznaję, że wtedy i ja płacze razem z nią. To są niezwykłe momenty, które uświadamiają mi, że to, co robię, ma sens.

Bartosz Oszczepalski