Lyon – ekonomia społeczna dawniej i dziś

W XIX wieku Lyon stał się wielkim ośrodkiem produkcji włókienniczej i stolicą produkcji jedwabiu. Dzięki wynalezieniu przez Josepha Marie Jacquarda programowalnego krosna pozycja ekonomiczna miasta wzrosła. Skala zatrudnienia w fabrykach jedwabiu i innych tkanin sprawiła, że Lyon stał się pierwszym we Francji miastem robotniczym.

Lyońscy tkacze, zwani canuts, pracowali w fatalnych warunkach i byli marnie wynagradzani. Trzeba przy tym wiedzieć, że we Francji obowiązywało wówczas (zniesione formalnie dopiero pod koniec XIX wieku!) prawo zakazujące robotnikom zrzeszania się. Nic więc dziwnego, że w latach 30-tych XIX stulecia doszło do kolejnych powstań lyońskich tkaczy. Wybuchły one w położonej na wzgórzu dzielnicy Croix–Rousse, grupującej zakłady włókiennicze, i zostały krwawo stłumione przez wielotysięczne oddziały wojskowe wspierane artylerią.

Klęskom dwóch pierwszych rewolt (1831, 1834) przypisuje się fakt, że w 1835 roku powstała na Croix-Rousse, zainicjowana przez Michela-Marie Derriona, pierwsza we Francji kooperatywa spożywcza. „Uczciwa i społeczna”, jak określał ją inicjator, kooperatywa zarządzana była przez obieralnego kierownika, zaś zyski dzielono pomiędzy udziałowców, spożywców, pracowników i zasoby funduszu socjalnego. Kooperatywny sklep nie przetrwał długo, jednakże dał impuls dla działań o szerszym zasięgu. Wobec represyjnego prawa, zaostrzonego jeszcze w wyniku kolejnych wystąpień rewolucyjnych we Francji, spółdzielczość oraz inne formy ekonomii opartej na wzajemności należały do nielicznych dozwolonych i skutecznych form działania w interesie pracowników najemnych. I chociaż lyoński jedwab stał się atrakcyjną pamiątką turystyczną, zaś przemysł włókienniczy prawie całkowicie zniknął, to jednak właśnie w Lyonie zaczęły się na dobre rozwijać idee i praktyki francuskiej ekonomii społecznej.

Nie ulega wątpliwości, że po upływie dwóch stuleci ma ona zupełnie inny charakter i mierzyć się musi z innymi wyzwaniami. I właśnie nowym wyzwaniom miało wyjść naprzeciw uchwalone przed rokiem ustawodawstwo. Opracowano je po to, by w ramach prawa krajowego zdefiniować i wspierać to, co Francuzi nazywają „ekonomią społeczną i solidarną”, a więc działającą nie ze względu na zysk, lecz z uwagi na interes społeczny. Oprócz wprowadzenia prawnych definicji opracowanie „La loi Economie Sociale et Solidaire” (Ustawy o ekonomii społecznej i solidarnej”) miało także inne cele.

Po pierwsze, usankcjonowanie struktur organizacyjnych, które zrzeszają przedstawicieli ekonomii społecznej w Krajowej i Regionalnych Izbach Ekonomii Społecznej i Solidarnej. Mają one tworzyć ogólnofrancuską sieć współpracy, wymiany dobrych praktyk oraz stanowić swoiste lobby na rzecz rozwoju prospołecznych praktyk ekonomicznych oraz ich wsparcia administracyjnego i finansowego.

Po drugie, stworzono prawne ułatwienia oraz zasady szkolenia pracowników, którzy chcieliby wznowić działalność likwidowanych zakładów pracy.

Po trzecie, wprowadzono regulacje, dzięki którym zadaniem administracji lokalnej stało się wspieranie podmiotów ekonomii społecznej. Otrzymały one pewne preferencje przy udzielaniu zamówień publicznych. Ponadto na władze lokalne nałożono obowiązek wspierania przedsiębiorczości społecznie i środowiskowo odpowiedzialnej, co oznacza, między innymi, pomoc przy tworzeniu miejsc pracy, które nie mogą być delokalizowane, ale też wsparcie dla zrównoważonego handlu i walut lokalnych.

Oczywiście, żadne prawo nie jest w stanie samo z siebie zmienić rzeczywistości społecznej i gospodarczej, ale może sprzyjać powstawaniu nowych podmiotów i ułatwiać działanie już istniejącym. Dotyczy to także dzisiejszego Lyonu, całej aglomeracji, a także regionu. Działają tu, jak przed wiekami, kooperatywy spożywcze, liczne banki spółdzielcze i oparte na zasadzie wzajemności instytucje ubezpieczeniowe i zdrowotne. Nie brakuje także spółdzielni mieszkaniowych, wspieranych przez władze miejskie jako alternatywa dla wysokich kosztów kupna i wynajmu mieszkań, ale też jako metoda na ograniczenie spekulacji na rynku nieruchomości. Spółdzielnie takie, które mogą liczyć na pomoc w uzyskaniu gruntu lub kredytu, zaciągają pewne zobowiązania. Należą do nich choćby dbałość o ekologiczny wymiar i społeczne zróżnicowanie budowanych osiedli.

Szczególny charakter mają z kolei tzw. Coopératives d’Activités et d’Emploi, czyli spółdzielnie pracy i działalności. Są one skrzyżowaniem inkubatora przedsiębiorczości i spółdzielni pracy, dostarczają bowiem pomocy doradczej, prawnej i administracyjnej indywidualnym przedsiębiorcom. Z czasem stają się oni własnymi pracodawcami, a nawet udziałowcami kooperatywy. Jakkolwiek nie jest to może działalność zupełnie zgodna z duchem kooperatyzmu i ekonomii społecznej, to jednak wydaje się formułą znacznie im bliższą niż samozatrudnienie lub praca na rzecz agencji pracy tymczasowej.

Najciekawszą z lyońskich inicjatyw wydaje mi się, powołane do życia w 2007 roku, przedsiębiorstwo „Transmea”, finansowane ze środków różnych instytucji kooperatywnych oraz funduszy administracji regionalnych. Zadaniem Transmea jest wsparcie finansowe i merytoryczne pracowników w procesie przejmowania przedsiębiorstw prywatnych i przekształcania ich w tzw. SCOP (Societe Cooperative et Participative), czyli przedsiębiorstwa kooperatywno-partycypacyjne. Czasami przejęcie i utworzenie SCOP wynika ze słabej kondycji przedsiębiorstwa lub jego upadłości; czasami z tego, że bezpotomny przedsiębiorca przechodzi na emeryturę, lecz nie chce likwidować miejsc pracy. W ciągu kilku lat uratowano w ten sposób w regionie 500 miejsc pracy i wiele przedsiębiorstw, które w przeciwnym razie mogłyby jedynie skończyć działalność. Z perspektywy polskiej, gdzie mało kto próbuje kwestionować bezwzględną wyższość własności prywatnej, podobne rozwiązania wyglądają na utopijne zmyślenia. Tymczasem działanie Transmea opiera się na wnioskach z badań, zgodnie z którymi upadające przedsiębiorstwo przejęte przez pracowników ma dwukrotnie wyższe szanse powodzenia od takiego, które przejmie nabywca zewnętrzny. To jest lekcja, której w Polsce nie odrobiliśmy przed ćwierćwieczem, może więc odrobimy ją dziś?

Michał Wójtowski